Świadectwa z II Spotkania Ambasadorów i Wolontariuszy

Świadectwa  z   II Spotkania Ambasadorów i Wolontariuszy

Świadectwa uczestników II Spotkania Ambasadorów i Wolontariuszy Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 Diecezji ŁowickiejOd dzieciństwa miałam bardzo trudne życie. Byłam bardzo nieszczęśliwą dziewczynką, a wszystko to przez  błędy  rodziców.  Czułam się niekochana, byłam smutna i zalękniona.

Nie widziałam  sensu życia, pojawiła się depresja. Problemy się pogłębiały, ciągle czułam się za coś winna.

W końcu odbył się II zjazd ambasadorów i wolontariuszy w Żyrardowie, na który czekałam. Musiałam tam być… Z każdym dniem nie mogłam się tego doczekać. W pierwszym dniu, jak był temat o tym, jak Bóg Ojciec nas kocha za darmo, to ryczałam tak bardzo, bo nie mogłam uwierzyć. W Sobotę już kompletnie nie mogłam się pozbierać. Modlitwa wstawiennicza była cudowną chwilą. Naprawdę, czułam obecność Trójcy Świętej przy mnie. Na nowo płakałam. Po za tym jeszcze, jak na hali był Chrystus razem z nami w postaci Hostii i pan Arek mówił o tym, jak Chrystus wchodzi do naszych serc. Miałam takie wrażenie, że Jezus mnie rozrywa i tak „na kopa” wchodzi do mojego zabrudzonego grzechami serca. Aż musiałam się wyspowiadać, by Bóg czuł się tam dobrze i na wieczór ta modlitwa przez kapłanów. Jak Ksiądz Paweł się nade mną modlił. Czułam się tak strasznie dziwnie. Od środka ciepła, a na zewnątrz zimno no i jak skończył przeszedł mnie zimny podmuch. To było dziwne. Na prawdę i jeszcze jak ksiądz wspomniał o tym że miał wizje pola i mnie. To też było przerażające. No i ogólnie cały ten weekend mi się okropnie podobał. Te dni umocniły moją wiarę. Czuje się lepiej w przyjaźni z Jezusem.

Natalia


Cześć
Nie mogę spać po tym wyjeździe jestem tak pozytywnie naładowana, że myślę tylko o Nim – o Bogu, który pozwolił się poznać.

Jestem Aneta, mam 19 lat, moja rodzina podobno jest katolicka. Tak na prawdę nie wiem, w domu nigdy się o tym nie mówiło, pamiętam że przesądy górowały, a nie miłość do Boga. Przygoda z Bogiem i jego oddziaływaniem na mnie zaczęła się nie zaraz po bierzmowaniu czy po wstąpieniu do scholii parafialnej dwa lata temu, zaczęło się to, gdy namówiono mnie na wyjazd do Żyrardowa.  Miałam być wolontariuszką ŚDM w Krakowie 2016. Spotkanie z innymi wolontariuszami i ludźmi, którzy doświadczyli Boga było czymś wspaniałym. Gdy drugiego dnia była adoracja, od chwili gdy kapłan  „postawił” przed nami Jezusa, nie mogłam opanować łez, potok płynął mi z oczu, jakby gejzer ożył. Czułam radość i rozpacz, smutek i ogromny żal, i niechęć do samej siebie.

Miałam ciągle pretensje do siebie, za to że jestem, jaka jestem, taka zwariowana, wszędzie mnie pełno, miałam żal do siebie, o to że rodzice ciągle się kłócą, choć to nie była moja wina, obwiniałam się za alkoholizm brata i za to, że nie chciał się do tego przyznać, ani zrobić coś w kierunku zmiany swojego bytu. Co prawda nie miałam myśli samobójczych, jednakże z czasem bałam się sama siebie. Z dnia na dzień moje życie było bardziej szare, nudne, bez jakiegokolwiek wyrazu.

W czasie adoracji byłam u spowiedzi, ale niezwykłej, to była bardziej rozmowa z księdzem, z osoba zaufaną. Płakałam nieprzerwanie, wygadałam się księdzu ze wszystkiego, co siedziało w mojej duszy. Poczułam ulgę tak wielką, głęboką ulgę, która przerodziła się w miłość do Jezusa. Syn Boży przemówił w imieniu kapłana: Nie lękaj się, jestem tu dla Ciebie, wystarczy, że dasz mi swoją dłoń, a ja Ci pomogę. Jesteś wspaniałą istotą i nie ma sensu przejmować się tym, co właściwie Ciebie nie dotyczy. Jestem szczęśliwa z każdą chwilą od tej pamiętnej soboty i do końca życia będę wdzięczna tym ludziom, dzięki którym mogłam tam być i dziękuję Bogu że pozwolił mi wejść duszą w Jego życie i móc trwać w słowie, które mi daje. „Nie lękajcie się”. Chwała Panu za to, że po prostu jest.

Anetka


Witam
Na tych rekolekcjach Bóg powiedział mi, że kocha mnie taką, jaką jestem. Dostałam również Dar Przebaczenia od Ducha Świętego, bez którego do tej pory nie mogłam być szczęśliwa. Chwała Panu za to!

Chciałbym się podzielić swoim świadectwem. Od dziecka pochodzę z rodziny tradycyjnie wierzącej. Moi rodzice w młodości nigdy nie poświęcali mi dużo czasu, byli bardzo zapracowani. Jedyną osobą, którą zawsze miałam, była babcia, która nauczyła mnie kochać, która nauczyła mnie także miłości do Boga. W czasie dorastania wpadłam w straszne towarzystwo.

Żyłam tak przez kilka lat dopóki nie pojechałam na rekolekcje wielkopostne na których poznałam wspólnotę Rcs -ruch czystych serc. Wspólnotę, która była szczęśliwa, która była piękna. Wtedy coś we mnie pękło coś niesamowitego przeszyło moje serce, dotknęło moje serce i nagle wszystko się zmieniło i rozpłakałam się.

Dał mi osoby konsekrowane, które są moimi bratnimi duszami i zrodził w mym sercu wielkie pragnienie, aby go Kochać na Maksa i tylko Jego, nie żadnego innego faceta, tylko Jego. Byłam szczęśliwa przy Nim, ale tak naprawdę nosiłam wieczne pretensje i wielki żal do mamy za to, że nie rozumie mnie, mojej potrzeby bycia tak blisko Niego, mojej potrzeby częstych mszy, mojego zaangażowania. Dużo się modliłam o to, abym mogła w pełni jej przebaczyć, ale dopiero kiedy pojechałam na rekolekcje do Żyrardowa jako przyszła wolontariusz na Światowe Dni  Młodzieży, kiedy z czystym sercem poszłam do modlitwy wstawienniczej, kiedy zapragnęłam takiego uzdrowienia naszej relacji, mojej i mamy, stało się coś nie wyobrażalnego, Jezus tak mnie doświadczył, że dał mi łaskę przebaczenia, poczułam spokój i miłość do Niej. Poczułam znów na nowo, że Ją kocham. Jezus dał mi właśnie w Żyrardowie kolejny znak swojej miłości, kolejne doświadczenie, że jeżeli prosisz go całym sercem, to otrzymujesz. Kocham Go bardzo i jestem szczęśliwa. ON jest moim Panem i Bogiem  i Alleluja. Amen.


Pochodzę ze zwykłej katolickiej rodziny. Chodziłam do kościoła, bo rodzice mi kazali. Byłam w scholii, żeby dostawać dobre oceny z religii.

Teraz będę chodziła do kościoła, bo tego pragnę.  Pragnę służyć Chrystusowi i oddawać mu cześć. Ja miałam osobiście bardzo trudne życie.  Rodzice tylko na mnie krzyczeli, byłam bita przez rodziców,  nie doceniali mnie, w ogóle mieli mnie za nic, tylko na mnie krzyczeli i przez to  miałam myśli samobójcze . W 5 klasie zapadałam w depresje ponieważ wszyscy moi przyjaciele odwrócili się ode mnie.  Miałam i nadal  mam  niską samoocenę.

Dzięki tej adoracji i modlitwie wstawienniczej, nie mam depresji. Gdy ksiądz się za mnie modlił, powiedział, że modlił się za to, żebym miała dobre relacje z rodzicami, Chrystusem i rodziną. Wtedy doświadczyłam prawdziwej miłości i wybaczyłam rodzicom za to moje dzieciństwo i czułam się jakoś przepełniona miłością. Za to Chwała Panu.

Sandra


Mam na imię Emilia i mam 16 lat. Pochodzę z rodziny katolickiej i praktykującej.

Podczas spotkania Ambasadorów i wolontariuszy już pierwszego dnia starałam się patrzeć na to wszystko z dystansem, wątpliwości było coraz więcej i więcej. Patrzę na to wszystko i myślę sobie ” co to ma być, skaczą i śpiewają jak wariaci. Ja nie czułam takiej obecności Boga przez tyle czasu, a oni mogą? ” No i w takim nastroju wielu przemyśleń zakończył się dzień pierwszy. Wszystko zmieniło się drugiego dnia już rano. Tak tam stoję i nagle taka myśl znikąd: „GDZIE SZUKAĆ BOGA? W LUDZIACH ! PRZECIEŻ NIE W KWIATKACH CZY NA PODŁODZE”, takie olśnienie.. I faktycznie jak spojrzałam na ludzi wokół mnie, tego Boga zobaczyłam. To takie proste a nie wpadłam na to przez tyle lat.

Ludzie mają duszę po to, żeby dzięki niej mieć z Bogiem kontakt. Bóg komunikuje się z ludźmi przez innych ludzi. Potem było już tylko lepiej. Wszystko stało się sensowne. Wszystkie wątpliwości zniknęły, bo wszystko stało się logiczne. A jak poszłam na modlitwę językami i poprosiłam o Boże prowadzenie, to usłyszałam podczas tej modlitwy odpowiedzi na wszystkie moje pytania których nawet tym ludziom nie zadałam 😀 A to świadectwo siostry Wioli…. było niesamowite, takie wiadro zimnej wody. Poszłam nawet porozmawiać z nią w przerwie i powiedziała mi „Cieszę się z tego wszystkiego co mnie spotkało. Jakbym żyła sobie fajnie i na luzie, nie miałabym czego wam opowiedzieć”. Niesamowita osoba, piękna osoba.

Trzeciego dnia już tylko cieszyłam się swoim nowym spojrzeniem na to wszystko i żałowałam, że to już koniec. Dotarło do mnie, że przez całe moje życie Bóg opiekował się mną i tak wysłuchiwał tych moich modlitw w przestrzeń. Wszystko, co się w moim życiu stało, ma teraz sens i wyszło mi na dobre. Cały czas mnie prowadził i chronił, jak taki cichy nie narzucający się obserwator, który pozwala być wolnym i nie wchodzi w twoje życie z butami, ale nie chce, żeby jego dziecku stało się coś złego, dlatego chroni je przed tym.  Trzeba dać się ponieść i umieć zobaczyć Boży plan, to co on chce nam przekazać, powiedzieć.

Wiem, że będzie prowadził mnie cały czas. A ja będę jego posłańcem i będę szalona wg tego świata. Może moje świadectwo nie jest jakieś hardcorowe i poruszające, bo mam od Boga wszystko, o czym wiele osób marzy – pełną kochającą się rodzinę, dobrą szkołę, przyjaciół, mam co jeść, pić, mam gdzie spać… no wszystko. Jedyne, czego mi brakowało, to sens w tym wszystkim. Ale teraz już go widzę. Wystarczyło przekroczyć tą cienką granicę. Dziękuję wam za te rekolekcje!

ALLELUJA


Jak się tylko dowiedziałam, że mogę jechać, byłam przeszczęśliwa. Od pewnego czasu zaczęło mi coś doskwierać, czegoś mi brakować, chciałam pojechać na jakieś rekolekcje. Czego mi brakowało? Może szczerej i prawdziwej rozmowy z Bogiem. Prawdziwej, szczerej spowiedzi, która uwolni mnie od grzechów, wszystkich, tych, których bałam się mówić i tych które gdzieś tam zawsze mi umknęły. I właśnie w sobotę, po spowiedzi czułam się wspaniale, lekko, jakbym zrzuciła z siebie wielki ciężar. Cały weekend był wspaniały, świetni ludzie, którzy pokazali, że pomimo tragedii, uzależnień można wyjść na prostą, ale trzeba wierzyć i rozmawiać z Panem Bogiem.  CHWAŁA PANU!

Dominika


Temat Ducha Świętego był mi dotąd szczególnie obcy. Umiałam modlić się do Jezusa, Boga, przez wstawiennictwo świętych, ale nie do końca do Ducha Świętego. Zawsze gdzieś miałam z tym problem, nie potrafiłam pojąć Jego tajemnicy. Nadal nie zrozumiałam tego, ale już wiem, że ogromu Pana nie da się pojąć. Poprzez spotkanie nauczyłam się, jak ważny jest Duch Święty w naszym życiu i jak wielkie rzeczy może zdziałać.

Wreszcie nauczyłam się, aby każdy moment życia zawierzać Jezusowi. Dzisiaj, w szkole, w myślach często rozmawiałam z Nim, śpiewałam „Nie ma takiego jak On”, jadąc do szkoły rowerem modliłam się. Dzisiejszy dzień był jednym z najwspanialszych w moim życiu, chodź z pozoru taki zwyczajny. Ciągle się uśmiechałam, wszystko mi się udawało. Wiem, że to wszystko dzięki Jezusowi i dzięki spotkaniu wolontariuszy. Opowiedziałam o mojej radości przyjaciółce, która również jest głęboko wierząca. Mam nadzieję, że zastanowi się choć trochę nad życiem i będzie się więcej uśmiechać. Tematem spotkania było powołani do szczęścia, a w moim przypadku szczególnie to zadziałało. Postaram się ten entuzjazm zatrzymać jak najdłużej, na całe życie.

Chciałam podziękować wszystkim za spotkanie, a szczególnie Wam, organizatorom. Jeszcze bardziej dziękuję Wioli. Jesteś dla mnie wielkim autorytetem, przykładem, nie mówiąc już o samym  świadectwie wygłoszonym na Rio. Ciągle dziękuję Bogu, że na swojej drodze mogę spotykać tak wspaniałych ludzi. Mam przeogromne szczęście, że znalazłam się wśród Was, i za to CHWAŁA PANU. AMEN

Justyna


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Mam na imię Justyna, mam 17 lat, mieszkam pod Żyrardowem. Uczestniczyłam w spotkaniu wolontariuszy i ambasadorów ŚDM w ostatni weekend, jak i we wcześniejszych wydarzeniach, np. Rio w Żyrardowie.

Ostatni weekend był dla mnie szczególny. Bardzo umocniłam swoją wiarę. Moje życie pełne było wątpliwości w sprawie wiary, buntu, ucieczki. Z każdym spotkaniem z Wami i z Bogiem moja wiara staje się pełniejsza, pragnę jej więcej i więcej. Szczególnie przeżyłam modlitwę wstawienniczą i Adorację. Jak usłyszałam o modlitwie, pomyślałam, że na pewno tam nie pójdę. Z każdą minutą miałam jednak większe pragnienie uczestniczyć w tym niezwykłym darze. Jak już stałam w kolejce, bardzo się bałam – był to mój pierwszy raz. Podczas modlitwy poczułam coś niezwykłego, niewytłumaczalnego: wielką moc, radość. Jednak nie okazywałam tego, będąc nadal w wielkim stresie. Dopiero jak poszłam na swoje miejsce, uklęknęłam, wszystkie emocje ustąpiły i łzy same zaczęły napływać do oczu.

Kiedy dostałam wiadomość o II spotkaniu Ambasadorów stwierdziłam, że pojadę z przyjemnością, ale jakoś tak bez entuzjazmu ;( ) jechałam tam ze smutkiem w sercu i jakimś takim żalem.

Jednak kiedy weszłam do hali i to w  jaki sposób zostałam przyjęta (tak serdecznie i z uśmiechem) poczułam, że to będzie udane spotkanie. 🙂 Już w piątek poczułam, jak coś zaczyna się we mnie zmieniać, od samego początku spotkania aż do samego pójścia spać. Gospodarze, którzy mnie wzięli do swojego domu byli i są nadal cudownymi ludźmi, kiedy oni zostali wyczytani, że są gospodarzami, powiedziałam do koleżanki takie słowa „Ja chcę do nich, bo wyglądają na super ludzi” i się nie pomyliłam i już wtedy Duch Święty zaczął ingerować w moim życiu (i nie żałuję tego ) 🙂

Sobota była takim dniem, który odwrócił moje życie o 180 stopni 🙂 podczas adoracji czułam, jak Bóg wypełnia moje sercem ciepłem, spokojem i szczęściem. Odważyłam się na modlitwę wstawienniczą, ponieważ nie miałam nigdy do czynienia z taką formą modlitwy. Powiedziałam sobie, że pójdę i zobaczę, czy się coś stanie czy nie. I się stało, Jezus oblał mnie swoją miłością. Duch Święty napełnił mnie swoimi darami. Poczułam się tak lekko. Czułam się, gdybym przyjechała taka mega mega brudna i tak jakby mnie Bóg obmył w swoim źródle łask i tak jakbym narodziła się na nowo 🙂

Czuję, że teraz tak jakby Bóg pozwolił mi żyć na nowo i że to, co się działo do tej pory, On to zaplanował, żebym mogła się do niego zbliżyć.

Za to CHWAŁA PANU!!!


Na spotkanie przyjechałem po wielkim zamieszaniu i wielu niedomówieniach miedzy osobami, które od nas tam jechały, miałem już nie jechać, ale w czwartek podjąłem decyzje, że jadę tylko dlatego, aby nie siedzieć w domu i uniknąć rozmowy z Mamą (jestem studentem i zawaliłem troszkę pierwszy rok, o czym jej nie powiedziałem, lecz przyszedł list z uczelni w środę przed spotkaniem). Pomyślałem, pojadę, posiedzę, jakoś zleci czas, potem na studia i rozmowy się uniknie. Nie układało się także miedzy mną i przyjaciółką od czasu pielgrzymki, zamiast zacieśniać relacje wszystko, się sypnęło przez mój brak szczerości. Na spotkaniu zobaczyłem wiele osób, które nieświadomie pomogły mi przełamać się do szczerej rozmowy i spowiedzi. Po spowiedzi juz czułem ulgę na sercu, potem modlitwa wstawiennicza, podczas której nie wytrzymałem emocjonalnie. Momentem który „kulminacyjnym” była  modlitwa o dary Ducha Świętego, po której siedziałem samotnie i rozmawiałem z Bogiem i nie mogłem dojść do siebie,  to co powiedział ks. Paweł i ten obraz który przedstawił, opisał ostatni okres mojego życia tak naprawdę bez Boga. Do przyjaciółki odezwałem sie w sobotę w nocy i jestem dziś juz po ciężkiej rozmowie z nią, ale czuję, że wszystko sie ułoży (pierwsza rozmowa od pielgrzymki), po powrocie do domu wszystko sobie z Mamą wyjaśniłem. Dziękuję Bogu za to spotkanie i że dał mi możliwość spotkania się z wami wszystkimi, zrozumiałem także, że szatan niszczy to, na czym nam najbardziej zależy.

P.S. jestem lektorem ale przez ostatni czas Msza Św. była obowiązkiem który trzeba odklepać w niedziele, niby blisko Kościoła, a tak naprawdę mega daleko.

Chwała Panu!

Dziękuje za mega pozytywną atmosferę, za Was! Za to, że mogłam podbudować swoją wiarę. Za modlitwę, śpiew, scenki, świadectwa, uwielbienie, Adoracje. Za wolność !… iii dziękuje też tobie , który to czytasz. Bo ważne, że tam byłeś i uczestniczyłeś w tym, po mimo zimna. DZIĘKUJE!!!

Z całego serca DZIĘKUJĘ za te 3 dni, które zleciały stanowczo zbyt szybko! Dzięki wam, waszym świadectwom i modlitwie zrozumiałam, że On działa w każdym z nas i niezależnie jakie błędy popełniamy, jakie myśli przez nas przechodzą, to On kocha i nadal chce działać w naszym życiu. Po raz 1 w życiu przeżyłam coś takiego Dziękuję !

Zuzka


Mam na imię Adrianna, mam 15 lat i jestem zwyczajną dziewczyną z katolickiej rodziny. Katolickiej, troszkę śmiesznie brzmi. Przed Spotkaniem Ambasadorów i Wolontariuszy sądziłam, że moja wiara jest wielka, lecz ujawniała się ona tylko, gdy czegoś potrzebowałam, a ostatecznie w czasie śmierci kogoś bliskiego. Każda z modlitw była dla mnie formułką, a spowiedź niczym innym, niż oddukaniem swoich grzechów. Pewnego dnia moja opiekunka wyszła z propozycją, bym została wolontariuszem i zgodziłam się bez zastanowienia. Zebraliśmy grupkę i sru.. ruszyliśmy!

Już na samym początku atmosfera mnie urzekła. Nie wyobrażałam sobie, że ludzie mogą być tak mili dla obcych. Myślałam, że będziemy odmawiać modlitwy i zachowywać powagę jak na każdej mszy, lecz.. stało się inaczej. Uśmiech pojawił się na mojej mordce i gościł na niej do końca pobytu. To była taka dawka pozytywnej energii, że do dziś się nią z każdym dzielę. Mogę rzecz, że moja wiara w końcu nabrała sensu i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, ba! Wykrzyknąć – ‚Wierzę!’.

Gospodyni, pani Wanda, która pozwoliła mi zamieszkać u siebie była naprawdę ciepłą i miłą osobą, o której zapomnieć nie można.

To samo tyczy się pani Wioli, która zarażała śmiechem i tańcem. Idealnie wypełniła role organizatora, za co jestem jej MEGA wdzięczna.

Pan Arek – nic dodać, nic ująć. Cudowny człowiek, który gra jak nie jeden zawodowiec. Chwała mu! Rzadko się spotyka takich ludzi jak on! Poczucia humoru odmówić mu nie można!

Reszcie ekipy też należy podziękować, chwała Bogu za nich !

Jednak w pamięć najbardziej zapadła mi spowiedź, która była dla mnie największym doznaniem. Nie mogę zdradzić czemu płakałam, ale czułam jak wylewam z siebie wszystkie winy i żale. Wiedziałam, że Bóg oczyszcza mnie z moich grzechów. Dlatego nie mogło zabraknąć wylanych łez. Łez szczęścia.

Panie z modlitwy wstawienniczej dodały mi otuchy. Były tak kochane, że nie wiem, co o nich napisać. Po prostu, tego co tam przeżyłam, słowami opisać się nie da. Zmieniłam swój cały światopogląd. Chwała Panu !


Ten weekend był dla mnie wyzwaniem. W sobotę przeżyłam coś naprawdę cudownego. Doświadczyłam Miłości, zrozumienia i szczęścia z relacji z Bogiem i innymi (wspaniałymi) ludźmi. Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek płakała publicznie, a już na pewno nie na oczach z pozoru obcych ludzi. Po spowiedzi ryczałam jak bóbr ale i przyszło pocieszenie.

Może to dziwnie zabrzmi, ale po modlitwie wystawienniczej poczułam się naprawdę kochana, ważna i dowartościowana. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to ważne. Ten weekend uświadomił mi, że warto czasami na chwilę odizolować się od świata i skupić na sobie, na swojej relacji z Bogiem i odnaleźć się wśród ludzi, którzy nie wstydzą się Boga.

Magda


Mam na imię Kasia i mam prawie 17 lat 
Pochodzę z katolickiej rodziny, od dziecka była mi wpajana wiara. Jeździłam na rekolekcje z rodzicami i ogólnie było naprawdę fajnie. Tak mi się wydawało, bo jak sobie później uświadomiłam, to zamknęłam Boga w kościele i On miał być, ale żeby tak szczególnie miał ingerować w moje życie, to tak nie za bardzo.

Dotarło do mnie, że musze w swoim życiu coś zmienić. Na pielgrzymce udało mi się pogadać i porządnie się wyspowiadać. Był to pierwszy krok. Walka z samą sobą trwała do rekolekcji „Powołani do szczęścia”. Bardzo chciałam pojechać na nie, sama w sumie nie wiedziałam dlaczego miałam takie pragnienie. W piątek niby się cieszyłam, że jestem, ale jakoś do mnie nie trafiało, potraktowałam go zbyt powierzchownie. W sobotę zaczęliśmy śpiewem i znowu było podobnie. Kiedy Wiola najpierw wystąpiła z „musicalem”, a później powiedziała świadectwo, poczułam, że coś naprawdę ruszyło moje serce, oczywiście się popłakałam. Wtedy tak naprawdę poczułam, że jestem na prawdziwych rekolekcjach. Adoracja była dla mnie naprawdę sporym przeżyciem dzięki tej hali (która nie była zbyt piękna) uświadomiłam sobie, że Bóg jest wszędzie, czułam się jak w najpiękniejszym miejscu na ziemi . Jednak największym i najwspanialszym wydarzeniem, momentem była modlitwa do Ducha Świętego przez kapłana. Oczekując na swoją kolej, ułożyłam sowie w głowie, o co będę się modlić. Kiedy podeszłam wszystko uciekło mi z głowy, jakby ktoś kliknął „delete”, jedyne co potrafiłam wypowiedzieć w sercu to „pragnę”, od tamtej chwili moje  życie naprawdę się zmieniło, poczułam jak jakaś radość, szczęście spłynęła na mnie, ciężko opisać, co wtedy czułam, ale pamiętam jak wróciłam na miejsce, to stanęłam i zaczęłam się śmiać, do tej pory nie wiem dlaczego. Było to najwspanialsze uczucie w moim życiu! Radość tak wielka, że była i jest ze mną do tej pory. Kiedy w niedzielę padło „hasło” mówimy świadectwa, od razu sobie w myśli pomyślałam, za żadne skarby nie idę i koniec, co ja mogę powiedzieć. I tak siedziałam i słuchałam innych świadectw. Wtedy Arek powiedział, że ma przeczucie, że pójdzie ktoś z rejonu skierniewickiego. Zanim zdążyłam cokolwiek przeanalizować, byłam w drodze na podest. To był pierwszy raz w życiu, kiedy na zupełnym spontanie powiedziałam coś na forum, czułam wtedy obecność przy sobie kogoś, kto naprawdę mnie kocha i nie chce żebym się bała.

Po tych rekolekcjach czuje, że jestem POWOŁANA DO SZCZĘŚCIA!
Po powrocie do domu czuje się jakbym na nowo się narodziła, zaczęłam dostrzegać małe rzeczy. Jedną z lepszych sytuacji było, kiedy wracając do domu, idąc drogą, którą chodzę codziennie, miałam wrażenie, jakbym szła tamtędy pierwszy raz. Moje oczy otworzyły się i dostrzegają dużo więcej!

Chwała Panu!!!!!!!

P.S.- Uśmiech nie zniknął i czuje, że na długo pozostanie, tylko trochę już policzki bolą, ale co tam Jezus jest, żyje i jest Super.

Kasia


Jestem Ola, mam 16 lat. Z Bogiem zawsze byłam w dobrym kontakcie. Od małego chodziłam do Kościoła, gdyż tego nauczyli mnie rodzice. Od 10 lat śpiewam w scholi, chodziłam na Oazy u nas w parafii, a teraz należę do grupy u mnie w Kościele. Gdzieś na początku wakacji to się zaczęło. Na mszach nie mogłam się skupić, wszystko odwracało moją uwagę. Wszystkie modlitwy podczas mszy były tylko formułkami, które wypowiadałam z pamięci, nie wczuwając się w ich przesłanie. U spowiedzi nie byłam od lipca. Zawsze czułam potrzebę, by udać się do Sakramentu Pokuty i Pojednania, a od tego czasu, nie było nawet grama tej potrzeby. Owszem, do Kościoła chodziłam co tydzień, ale to było tylko przyzwyczajenie. Na Spotkanie chciałam jechać, w sumie nie wiem czemu. Moja przyjaciółka to zaproponowała, więc przystałam na tą propozycję. Nie zdawałam sobie sprawy, że bardzo oddaliłam się od Boga, myślałam, że ten brak skupienia jest spowodowany problemami z moim przyjacielem. Pojechałam do Żyrardowa. Tam wszystko się zmieniło. W sobotę bałam się pójść do spowiedzi, ale to uczyniłam. Następnie uczestniczyłam w modlitwie wstawienniczej. Mężczyzna kończąc już modlitwę, powiedział słowa, które bardzo mnie zdziwiły: „podczas modlitwy wstawienniczej, mogą pojawić się obrazy i ja taki miałem, widziałem drzwi, które otwierają się i zamykają”. Mężczyzna wytłumaczył mi, że chodzi tu o mnie. Jestem otwarta na Boga i jego działanie w moim życiu, ale się zamykam, przez co się od niego oddalam. Powoli zaczęłam rozumieć o co tu chodzi. Wróciłam na adorację, potem raczej nie myśląc o tym obrazie. Po modlitwie o wypełnienie Duchem Świętym, usiadłam na swoim miejscu. Słyszałam, że ktoś coś do mnie mówi, ale nie przejmowałam się tym. Czułam się dziwnie lekka, ale mimo to, bardzo nieszczęśliwa. Dotarło do mnie, jak oddaliłam się od mojego Pana. Duch Święty dał mi to poczucie. Z oczu zaczęły lecieć mi ciurkiem łzy i nie mogłam ich kontrolować. Potem zrozumiałam dzięki modlitwie Emilki, która powiedziała dla mnie bardzo ważne słowa, że Bóg kocha wszystkich, każdego, obojętnie jakim jesteś, że jestem dla niego najważniejsza, że kocha mnie najbardziej na świecie. Poczułam tę miłość Boga w sobie. Byłam bardzo szczęśliwa, płakałam z radości. Ciągle czuję się wypełniona pozytywnymi emocjami ze spotkania, które chyba odmieniło moje życie, a na pewno mnie. Jestem po prostu nawrócona na Boga! Chwała Panu! 🙂

Ola


 

Mam na imię Sylwia. Pochodzę z katolickiej rodziny, lecz ta wiara w moim życiu nie była zbyt rozwinięta. Dwa lata temu koleżanka namówiła mnie na pielgrzymkę. Pomyślałam że może być fajnie i się zgodziłam. To, co tam przeżyłam, przeszło wszelkie moje oczekiwania. Ta atmosfera, ten klimat, tyle młodych kochających Jezusa. To było coś cudownego. Tak mi się spodobało, że w tym roku już nie mogłam się doczekać sierpnia i tej upragnionej pielgrzymki do Matki Bożej. Potem drugie spotkanie Rio w Żyrardowie. Te wszystkie wydarzenia coraz bardziej umacniały moja wiarę. Dwa tygodnie temu koleżanka, która namówiła mnie na pielgrzymkę, napisała do mnie, że w Żyrardowie będzie 2 Spotkanie Wolontariuszy i Ambasadorów Światowych Dni Młodzieży. Bez zastanowienia powiedziałam, że jadę. I tak się tam znalazłam. Już gdy tylko weszłyśmy na halę, wiedziałam, że to była dobra decyzja, żeby tu przyjechać. Od razu było czuć to ciepło bijące od wszystkich. Te uśmiechy, znajome twarze.
W sobotę rano pokłóciłam się z chłopakiem. W środku byłam w rozsypce, choć na twarzy jak zawsze uśmiech. Podczas adoracji, gdy patrzyłam na hostię, coś we mnie pękło. Zaczęłam płakać i prosić Boga, aby pomógł mi, bo nie chcę stracić bardzo ważnej osoby w moim życiu. Prosiłam, żeby zesłał Ducha Świętego na mojego chłopaka i jemu też pomógł wszystko przemyśleć. Żebyśmy sie pogodzili. Po adoracji, gdy włączyłam telefon, byłam w szoku. Dostałam parę wiadomości od chłopaka, że mnie przeprasza i bardzo kocha. Że już wszystko będzie dobrze. Napisał, że stało sie coś dziwnego, bo siedział taki zły i nie wiedział co ma robić i nagle poczuł takie ciepło na sercu i zaczął inaczej myśleć. Wszystko mu sie ułożyło w głowie. To było coś niesamowitego. Od razu wiedziałam, że to wszystko dzięki Duchowi Świętemu. Druga niesamowita rzecz jaką przeżyłam, stała się podczas modlitwy wstawienniczej w sobotę wieczorem. Podczas gdy ksiądz z rękoma na mojej głowie modlił się, ja poczułam się taka lekka, takie ciepło mnie wypełniło, serce zaczęło mocno bić. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje.

Gdy wracałam na swoje miejsce, zaczęłam się cieszyć i łzy napłynęły mi do oczu. Zaczęłyśmy przytulać sie z koleżanką i płakać z radości. Nie panowałyśmy nad tym. To było mega niesamowite! Nigdy tak się nie czułam. Przez te trzy dni doświadczyłam miłości, jaką darzy mnie Bóg. Wiem, że chce mojego szczęścia. Po prostu to wiem. To spotkanie dało mi wiele radości. Teraz mogę bez zastanowienia powiedzieć, że po prostu jaram sie Jezusem! I to tak meega! I za to chwała Panu!!!

Sylwia


 

Zgodzicie się ze mną, że
Nie ma nikogo jak Jezus
Nie ma nikogo jak On;)…
W sercu czuję radość, …

Anetka


Nie potrafiłam sobie ułożyć życia, w ogóle nie czułam sensu. Na rekolekcjach, w sumie to przygotowaniu do ŚDM, znalazłam ten sens. Pani Wiola modliła się nade mną z jeszcze inną panią i księdzem i to co mi powiedzieliście, było dla mnie bardzo ważne. Poczułam, że będę mogła coś w życiu zdziałać. Zrozumiałam, że jednak ktoś mnie Kocha. Takk.. i byłam szczęśliwa z powodu mojej mamy, bo mama nie piła, nie ćpała już od 2 lat. No a więc widzę, że Pan Bóg nad nami czuwa i za to mu chwała.

Generalnie to bardzo dziękuję za to spotkanie. Czadowi ludzie żyją naprawdę.

Chwała Panu