Młodzi na Maxa – 2015 – świadectwa uczestników cz. II

Co było wcześniej, przed rekolekcjami? Nie mam pojęcia od czego zacząć, żeby całość miała jakąś zwartą i dość zrozumiałą formę. Nigdy nie wierzyłam w Boga. Nie przywiązywałam wagi do wiary, chodziłam do Kościoła, bo tak należało, wypadało, bo zwracałam uwagę na to co sąsiedzi o mnie mówią. W gimnazjum poznałam księdza który zmienił moje zdanie dotyczące wiary, Kościoła, księży i tego całego zamieszania. Zmiana wymagała czasu, trwało to aż 3 lata. Powolutku do mnie docierało i w końcu nabrało konkretnej formy pod koniec 2014 roku, dokładnie w Dzień Wszystkich Świętych. Za namową tego samego księdza wybrałam się do Kościoła na czuwanie, niedługo później zapisałam się do wolontariatu. To w tamtym dniu (nocy) na czuwaniu odczułam to, czego nie można pomylić z niczym innym. Poczułam miłość Ojca. Niestety jestem osobą która szybko się poddaje, i szybko traci to, co już trzyma w rękach, i to też straciłam na własne życzenie. Jak na początku modliłam się, i chciałam tej miłości jak niczego innego, tak zaraz potem traktowałam Boga jakby Go nie było, unikałam Go jak tylko mogłam, bo znowu musiałam pomodlić się wieczorem, a już tak chce mi się spać. I znowu musiałam wstawać do Kościoła, ale w zasadzie to pójdę wieczorem, ale wieczorem znowu coś wypadło i tak sobie to wszystko odpychałam, aż w końcu zlodowaciałam. Nadal miałam serce, było na swoim miejscu, ale miałam przesłonięte oczy. Widziałam ludzi w złym świetle, wyśmiewałam wiarę i wszystko co z nią związane. Spotkania z księdzem w małej grupie którą utworzyliśmy, też niewiele pomagały, choć czułam się po nich lepiej. Nie dostrzegałam Boga, który codziennie się o mnie martwił i troszczył. I czegoś mi w tym życiu brakowało, ale nie mogłam pojąć czego. I znowu ksiądz Piotr, mój katecheta w gimnazjum, o którym pisałam wcześniej, zaprosił mnie i dwie moje koleżanki na rekolekcje. To był mój ratunek. Wiedziałam w głębi serca, że nic złego mi się tam nie stanie, w końcu jadę, by spotkać się z Bogiem. By wyciągnąć rękę do Jezusa, który wciąż pukał do mojego serca, a ja barykadowałam drzwi.

Same rekolekcje przyniosły mi tyle wyzwań i skrajnych uczuć, że aż ciężko mi to pojąć. Przed tym czasem ostro nad sobą pracowałam i wreszcie udało mi się stać w miarę silną psychicznie. Rzadko kiedy płakałam, musiałam mieć naprawdę dobry powód, rzadko kiedy się czymś poważnie przejmowałam. I nagle siedzę zaryczana po spotkaniu z animatorami, a za chwilę wybucham głośnym śmiechem i zapominam o płaczu. Jak idiotka, jak nie ta dziewczyna, którą znam. Nie potrafiłam wyjaśnić, co się ze mną działo, aż do wtedy. Lepiej późno, niż wcale 🙂 Doświadczyłam 3 bardzo ważnych momentów: przytulenia Pana Jezusa (dosłownie!), oddania Mu życia i wybrania go na mojego Pana, oraz modlitwy w mojej intencji o wypełnienie Duchem Świętym. Przed każdym tym doświadczeniem płakałam. Wyłam. Szlochałam. W trakcie siedziałam spokojna, uśmiechnięta, moje serce biło wolniutko, niemal stawało. Gdy to minęło znowu zaczynał się płacz. To było jak: płakałam, bo tęskniłam. Dosłownie wzięłam to w ręce, przytuliłam i znowu płacz, bo musiałam się z tym rozstać. Oczywiście w przenośni, bo moje serce wciąż gościło wiarę, było otwarte i czułam MIŁOŚĆ BOGA, ale już wiem, że to mój Tata otworzył moje serce, pozwala mi czuć i sprawił, że poczułam się dzieckiem.

Nigdy nie byłam związana z grupą tak, jak na tych rekolekcjach. Ludzie tańczyli, śpiewali, śmiali się, wyciągaliśmy ręce jak małe dzieci do Boga by wziął nas do góry i przytulił. To było niesamowite. Pierwszy raz odczułam, że to jest moje miejsce, że z Ojcem będzie mi dobrze, że mogę się Mu wygadać, że wypłaczę się i w dodatku mam gwarancję tajemnicy i pocieszenia, którego nie da mi nikt inny. Uwielbiam mówić Mu w modlitwach ,,Tato”, bo sama mam ciężki kontakt z własnym ojcem, co jest moim słabym punktem, kompleksem. Ale Bóg sprawił, że wybaczyłam mu to wszystko. Wybaczyłam każdemu człowiekowi, którego nienawidziłam, czy z którym miałam problem i pozwoliłam, by wypełnił mnie Duch Święty. Nie chcę opisywać wszystkiego, bo trzeba tego po prostu doświadczyć, nie da się tego opisać od tak, prostymi słowami. Nie da 🙁

Po rekolekcjach długo nie mogłam dojść do siebie, sporo płakałam, bo tęskniłam za ludźmi. Za tym, że mogłam wyciągnąć rękę do kogokolwiek i dostawałam pomoc. Miałam wątpliwości. Obok był ksiądz, animatorzy, czy koledzy. Mogłam porozmawiać z każdym. Bóg każdego dnia łagodzi ten ból rozstania, daje mi nowe misje i wiedzę, troszczy się o mnie każdego dnia. Naprawia mnie i daje mi tak prostą radość. Ostatnio bardzo potrzebowałam rozmowy i Tato przysłał mi jednego z moich kolegów, którego poznałam na rekolekcjach, napisał do mnie i wiecie co mi ‚powiedział’? 🙂 ,,Pofruwaj troszkę i nie bój się, że spadniesz, po prostu patrz jak jest pięknie :)’” Zapamiętam te słowa do końca życia, bo sprawiły, że przestałam się już bać. Nie boję się, że coś zrobię źle, że jeszcze nie wiem jak się modlić, jak sobie z tym wszystkim poradzić, z ogromem Jego miłości. Mój Tata prowadzi mnie za rękę i jestem pewna, że nie pozwoli mi upaść. Teraz dzięki Niemu mam nowe serce i zupełnie nowe oczy. Widzę w najmniejszych szczegółach miłość od Niego i jego troskę, widzę z najdrobniejszych radościach prezenty od Niego. Jest ze mną kiedy tańczę, kiedy płaczę i kiedy się uczę. Wybrałam Jezusa na Pana mojego życia, ale nie mówię do Niego jakby to był nieznajomy starszy wujek, którego nie do końca znam i jeszcze trochę się boję. Jeśli trzeba to razem siadamy i wygłupiamy się, bo tego potrzebuję. Bo Jezus jest moim przyjacielem.

Z całego serca polecam Ci rekolekcje. To może być Twój osobisty ratunek, tak jak i mój 🙂 I jeśli wytrwałeś dotąd to dziękuję, bo troszkę się naprodukowałam i miło mi, że chciałeś doczytać to do końca.

Niech Bóg trzyma Cię w swojej opiece, pozwól mu wkroczyć do swojego serca. Amen!

Weronika x


Cześć!:) Piszę, aby dać świadectwo temu jak odzyskałam swoją wiarę w Boga, mojego Kochanego Tatusiusiuńcia.Pierwszy raz uczestniczyłam w tego typu rekolekcjach. Właściwie wcale nie chciałam tam jechać. Jednak obiecałam to swojej koleżance, której bardzo, bardzo dziękuję. Strasznie się bałam, nie wiedziałam jak to wygląda, myślałam, że to nie dla mnie. Oczywiście nie było czego się bać. Kiedy tylko przekroczyłam próg ośrodka wiedziałam, że czeka mnie coś niesamowitego. Od razu uderzyła mnie ta otwartość i ciepło ludzi, do którego nie jestem przyzwyczajona. Ale tu nie chodzi o ludzi, tylko o Boga.Urodziłam się w rodzinie katolickiej. Co niedzielę chodzimy na mszę. Niestety robimy to raczej z przyzwyczajenia. Przychodzimy, odklepujemy formułki, nie myśląc co mówimy i wychodzimy z kościoła. Stało się to dla mnie rutyną. Nic na co czekałabym z niecierpliwością przez cały tydzień. Myślę, że to problem wielu z nas. Coraz bardziej chowałam się przed Bogiem, uciekałam od Niego. Wątpiłam w Jego słowo. Przecież wszystko co mówi jest nierealne. A już najbardziej to, że On mnie kocha. Przecież nie można kochać kogoś kto cały czas grzeszy. Kogoś kto łamie dane obietnice. Kogoś kto nie jest lojalny. Kogoś kto nie akceptuje samego siebie. Kogoś kto jest tak strasznie niedoskonały. Jak można kochać mnie? Uległam złu, uległam szatanowi. Pogubiłam się we własnym życiu, nie wiedziałam co dalej. Moja wiara straciła dla mnie sens, więc przestałam wierzyć. Tyle że cały czas coś było nie tak. Czegoś mi brakowało, czułam się słaba, beznadziejna, gorsza od wszystkich innych. Wszystko co mnie spotykało, co czułam było bez znaczenia.Wtedy koleżanka powiedziała mi o Młodych na Maxa. Postanowiłam że pojadę.To była najlepsza decyzja w moim życiu jak do tej pory (mam tylko 15 lat, więc wiele mnie jeszcze czeka). Już pierwszego dnia zrozumiałam co było powodem mojego przygnębienia. Brak modlitwy, brak Taty. Gdy jedna z animatorek opowiadała o miłości Boga do nas, ja pierwszy raz w życiu ją poczułam. Moja głowa wiedziała o tym wcześniej, ale nie moje serce. Uświadomiłam sobie, że to mnie, właśnie mnie Tata wybrał na swoją córkę. Ja jestem najpiękniejszym Jego dziełem, jedynym w swoim rodzaju, wyjątkowym. Dlaczego? Bo mam Jego cząstkę w sobie. Jego miłość to najlepszy dar pod słońcem! To nieprawda że na tym świecie nie ma rzeczy za darmo. Za darmo jest najważniejsza rzecz, miłość Naszego Pana. Nie dość że za friko, to jeszcze prawdziwa, olbrzymia, nieporównywalna, bezinteresowna. My nie musimy i nie możemy zrobić nic, aby On nas kochał. Mój Tata mnie kocha, mój Tata zrobi dla mnie wszystko. Czy to nie jest wystarczający powód do tego, by być szczęśliwym? Ja właśnie w tym odnalazłam swoje szczęście. Ale najpiękniejszą chwilą jaką tam przeżyłam, było zdecydowanie spotkanie z Jezusem. To była może niecała minuta. Ja nigdy nie zapomnę uczucia, kiedy mogłam Go przytulić do swojego serca. Drugim takim momentem było oddanie życia Chrystusowi. Klęcząc przed Nim, wpatrując się w Jego twarz zastanawiałam się czy dobrze robię. A teraz wiem, że w moim życiu wszystko jest na swoim miejscu. Nie muszę bać się już niczego, bo Jezus jest ze mną i czuję jak prowadzi mnie za rękę. A ja zamierzam dać Mu się prowadzić. Jezu, ufam Tobie!Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Jestem pewna, że nie znalazłam się tam przez przypadek. To Tatuś zaprowadził mnie do Woźniakowa, abym mogła Go tam odnaleźć w sobie. Po raz kolejny chwycił mnie w ramiona, bym nie spadła na dno. ,,A moje nogi omal się nie potknęły, omal nie zachwiały się kroki moje”(Ps 73,2). Doświadczyłam ogromnej łaski za co będę wdzięczna do końca życia. I już nie czuję strachu przed przyszłością, bo kieruje mną najlepszy Przewodnik. ,,(…)Ponieważ drogocenny jesteś w mych oczach – i Jam cię ukochał (…) Nie lękaj się, bom Ja jest z tobą!” (Iż 43, 1-5). Jestem wdzięczna za to co mnie spotkało, za to co dał mi Bóg. Jedyne czego teraz pragnę, to trwać z Nim w wieczności. CHWAŁA PANU!
Oooogromne uściski dla każdego,

Weronika


W sumie nie wiem od czego zacząć ale postaram się opisać wszystko od początku. O rekolekcjach usłyszałam od proboszcza podczas ogłoszeń parafialnych którejś niedzieli. Po pewnym czasie postanowiłam zapytać innych znajomych czy nie chcieliby jechać. Utworzyłam konferencje na Facebooku i zapytałam. Początkowo chętnych było wiele osób, ostatecznie miała jechać nas piątka. Z dnia na dzień znajomi się wykruszali. We wtorek napisały do mnie koleżanki, że nie jadą. Zostałyśmy we dwie i sama miałam ochotę zrezygnować. Ale udało mi się namówić jedną z nich, i to było tak jakby potwierdzenie tego, że się na tych rekolekcjach znajdę. Myślałam, że jadę tam pogłębiać swoja wiarę, że jestem człowiekiem wierzącym, ale już podczas pierwszego spotkania stwierdziłam, że ja tylko uważałam się za osobę wierzącą, a tak naprawdę chodziłam do kościoła bo rodzice kazali, bo taka jest nasza rodzinna tradycja, bo co inni o mnie powiedzą. Nie chodziłam do Boga, nie słuchałam Słowa Bożego jakoś szczególnie, byle zleciała godzina i będę miała z głowy. Uświadomienie mi podczas pierwszej konferencji, że Bóg kocha mnie taka jaka jestem, z każda moją słabością, a nawet z moim grzechem, było chyba momentem w którym pierwszy raz uświadomiłam sobie jak wielka i bezinteresowna jest miłość Boża. Zawsze myślałam, że jeśli Bóg mnie kocha to na pewno mniej niż innych. Skoro jestem grzesznicą, skoro mimo spowiedzi i postanowienia poprawy ja ciągle upadam. Mimo, że animatorzy mi to uświadomili czułam się na tych rekolekcjach obco, sama nie wiedziałam czemu jestem pośród ludzi tak głębokiej wiary? Co ja tu robię? Zaczęłam bić się z myślami. Kolejnego dnia chodziłam przybita, brakowało mi jakiejkolwiek radości z życia. Przyjechałam tu żeby ogarnąć swoje życie, a jest tylko gorzej. Boże, czemu mi to robisz? Czemu Cię nie ma kiedy moje życie traci sens? Niedługo po tym zwątpieniu otrzymałam list od Boga Ojca, w którym było chyba wszystko co chciałam wtedy usłyszeć. Mój Tatuś w niebie mówi, że będzie o mnie walczył. Tego właśnie chciałam. Konferencja na temat grzechu też była jedną z chwil kiedy zaczęło do mnie docierać jak bardzo sama utrudniam Bogu dostęp do mnie. Jak bardzo grzech nie pozwala mojemu Tacie przytulać mnie mocniej, tak żebym doznała tego uczucia. Spowiedź? Niby nic takiego strasznego, a jednak panicznie się bałam. Sam na sam z księdzem, co jeśli mnie potępi? Co jeśli moje grzechy go przerażą? I czy poczuje ulgę czy będzie lepiej? Kiedy wyznałam grzechy, poczułam się lekka tak jak przy spowiedzi przed pierwszą Komunią Świętą. Dawno nie doznałam tego uczucia, myślę, że to dlatego, że moje spowiedzi nie były do końca szczere, że mimo tego, że obiecywałam poprawę i tak z góry wiedziałam, że dalej będę grzeszyć. Wieczór z Jezusem był dla mnie bardzo ważnym i pięknym doświadczeniem. Kiedy widziałam pozostałych uczestników rekolekcji przytulających do serca naszego Pana, zaczęłam płakać. Bałam się tego, że nie jestem godna przytulić do siebie najważniejszej osoby we wszechświecie. Kiedy przyszła na mnie kolej, kiedy mogłam poczuć bicie serca, zaczęło do mnie docierać to wszystko co wcześniej animatorzy próbowali mi uświadomić. Bóg mnie kocha, jestem Jego umiłowaną córką. Ale co mam zrobić żeby Cię poczuć Panie? Gdzie popełniłam błąd? Wiem, że jesteś, że mnie kochasz, ale czemu nie potrafię tego poczuć? Bardzo pomogły mi świadectwa animatorów. Skoro oni potrafili zawierzyć Bogu to przecież ja też potrafię. Oddanie życia Jezusowi było tą ostateczną decyzją. Chcę żyć z Nim, chcę żeby to on prowadził mnie przez życie. To on jest moim Panem. To Jego głosu chcę słuchać. Jego obecność czuć, z Nim się radować. To czego doznałam podczas sobotniego wieczoru przez modlitwę o wylanie darów Ducha Świętego, tego nie da się opisać. To cudowne uczucie kiedy po raz pierwszy poczułam Boga! Wiedziałam, że Duch Święty przenika mnie, wypełnia mnie. Najpierw łzy szczęścia, a później niepohamowana radość i chęć bezustannej modlitwy aby utrzymać ten żar serca. Dzięki tym rekolekcjom sama otworzyłam się na Boga, chcę aby był Panem mojego życia nie tylko podczas rekolekcji. Chcę żeby był w moim codziennym życiu. Jestem wdzięczna wszystkim którzy pomogli mi dojść do tego, że to Bóg ma być w moim życiu najważniejszy. Chwała Panu !

Uczestniczka


Te rekolekcje traktowałem jak wycieczkę np. do teatru. Planowałem usiąść gdzieś pod ścianą i nie zwracać zbytnio na siebie uwagi. Ten plan z powodzeniem realizowałem, aż do momentu podpisania aktu przebaczenia, kiedy Jezus dosłownie powalił mnie na kolana, stawiając mnie twarzą w twarz z żalem do innych ludzi, siebie i do Boga. Wtedy zacząłem z całego serca przeżywać te rekolekcje. Zawierzyłem mu również swoje życie i jestem z tego powodu szczęśliwy. Mam nadzieje, że pojadę jeszcze nie raz na takie rekolekcje.  Krzysiek Nazwa rekolekcji trafia w samo ich sedno! Pojechałam na nie z nadzieją doświadczenia czegoś nowego, niezwykłego, dobrego. Nie zawiodłam się w żadnym elemencie, ale nie przypuszczałam, że to będzie taka duchowa rewolucja.Dopiero tutaj zrozumiałam istotę mojej wiary, wspaniali animatorzy zaszczepili we mnie chęć zgłębiania jej tajników. Spotkałam tu niesamowitych ludzi: pełnych radości, energii, empatii. A wiecie dlaczego tacy byli? Bo tak jak i ja spotkali kogoś, kto kocha ich najmocniej, dla kogo są najważniejsi, najlepsi tacy jacy są. Spotkaliśmy JEZUSA!!! Uwierz mi i przyjedź na spotkanie z naszym najlepszym Przyjacielem. Uwierz w Niego, doświadcz tej mocy, siły, lekkości. To dowartościowanie uskrzydla… Ja lecę dalej! 🙂

Monika


Te rekolekcje zupełnie zmieniły moje myślenie. Nauczyłam się myśleć o Bogu w każdej minucie. Teraz wiem, że gdy zasypiam On jest obok mnie, gdy śpię to nade mną czuwa, a rano otwiera moje oczy i daje mi nowy dzień 🙂 Nauczyłam się myśleć o Nim, jak o Przyjacielu, o Ojcu, który mnie kocha taką, jaka jestem i jest gotowy oddać za mnie swoje życie, tak zupełnie się za mnie poświęcić. Bo pragnie mojego dobra i to jest właśnie miłość. Zrozumiałam, że On daje mi wolną wolę, że nie wybiera za mnie, ale to ja sama mogę wybrać drogę szczęścia i pokoju lub drogę strachu i grzechu. I chociaż na drodze szczęścia też czasem przychodzi cierpienie, to mogę je ofiarować Jemu. On weźmie je na swoje ramiona, otrze moje łzy i nauczy kochać jeszcze bardziej. A więc cierpienie uszlachetnia. Mimo bólu trwać przy kochanej osobie i ufać jej – to jest właśnie wierność. On jest mi zawsze wierny i ja Jemu też będę. Teraz już potrafię docenić to, jak wielkim skarbem jest moje życie, a także jak cenne jest życie każdego człowieka. Tyle dobra jest wokół mnie, w ludzkich sercach i we mnie samej, potrzeba tylko je dostrzec. Bóg jest moją nadzieją, moim zbawieniem, sensem mojego życia, miłością, dzięki której żyję. On jest cały mój, a ja cała należę do Niego. I tak już będzie zawsze 🙂

Edyta


Rekolekcje Młodzi na Maxa wiele zmieniły w moim życiu. Do tej pory było ono puste, smutne, wydawało mi się, że logiczne i poukładane przeze mnie najlepiej jak mogłam. Moja codzienność opierała się na ciągłym sprawdzaniu, czy dwa plus dwa równa się cztery, a każda źle zorganizowana minuta pracy była stratą. Dążenie do zdobycia skarbów doczesności oraz chęć osiągnięcia stabilizacji były moimi priorytetami. W gwarze i natłoku codziennych problemów coraz częściej myślałam o tym, że nie ma dla mnie przyszłości, moje życie jest bez sensu, brak w nim zrozumienia, miłości i dawnego blasku.

Do momentu kiedy na rekolekcjach Młodzi na Maxa spotkałam Jezusa. Doświadczyłam Jego obecności i miłości w sposób duchowy i fizyczny. Łzy i wzruszenie na przemian z radością i uśmiechem. Jakże niesamowitym przeżyciem było dla mnie, kiedy dowiedziałam się, że mnie kocha, że kocha ludzi takich jak ja, że moje życie nie musi dłużej wyglądać tak jak wygląda. Przyszedł do mnie osobiście, ale również w osobach z którymi miałam okazję spędzać najlepszy czas w moim życiu. Wszystko co stało się w Kutnie-Woźniakowie odmieniło mnie duchowo, tam stał się mój Nowy Testament. Wiem, że zostałam stworzona dla nieba, nie dla ziemi. Wiem, że moją stabilizacją jest teraz Jezus. Wiem, że moja przyszłość leży bezpiecznie w rękach Boga, który ma dla mnie plan.

Zaczynam nowy rozdział mojego życia razem z Jezusem Chrystusem! Za to Chwała Panu!

Olga


Te rekolekcje były czasem niezapomnianym. Jadąc do Kutna nie pomyślałabym że tak mocno je przeżyje. Jechałam tam z myślą, że będzie śmiesznie, że przynajmniej nie będę siedzieć w domu, i że nie mam nic do stracenia. Jednak stało się zupełnie inaczej! Te rekolekcje to było mega przeżycie, coś czego nie da się opisać tak jednym słowem. To był czas wyciszenia mojej duszy. Zyskałam tam spokój i pewność siebie. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Każda osoba będąca tam zajęła miejsce w moim sercu. Mimo, że nie pamiętam imion wszystkich uczestników to i tak ich wszystkich KOCHAM! Pan Bóg zesłał na nas tak ogromne łaski. Spowiedź tam odbyta była pierwszą prawdziwą w moim życiu. Oczyściłam się ze wszystkiego. Potem, gdy mogłam dotknąć pana Jezusa, przytulić Go, nie potrafiłam powstrzymać łez. Widok chłopców którzy płakali był niesamowity. Zdziwiło mnie to, bo przecież chłopaki nie płaczą. Kolejny dzień był równie emocjonujący. To tego dnia wybaczyłam tym którzy mnie najmocniej zranili. Było to trudne i wiele mnie kosztowało, ale stwierdziłam, że nie da się chować urazy do końca życia. Usłyszałam tego dnia słowa: „Bóg kocha cię za to jaka jesteś a nie jaka nie jesteś”. Te słowa utkwiły mi najmocniej. Potem postanowiłam oddać swoje życie Bogu. To była dla mnie najlepsza decyzja jaką kiedykolwiek podjęłam. Było duże zawahanie, wiele mnie to kosztowało, ale stwierdziłam, że nie będzie gorzej, że On będzie mnie prowadził przez życie. Co wtedy czułam? Ulgę. Ulgę że nie będę już sama z tym wszystkim. Następnie modlitwa o dary Ducha Świętego. To było coś pięknego. Siedząc na tym krześle czułam obecność Chrystusa, czułam jak mnie dotyka. „Widzę topniejący śnieg w twojej duszy”, między innymi takie słowa usłyszałam. Po modlitwie każdy z nas płakał. Na koniec tańce i śpiewy trwające do 00:00! Mimo tego że byliśmy tam tylko 4 dni bardzo zżyłam się z każdym z nich. Najpiękniejszy czas mojego życia. Ciężko było się rozstać… Wszyscy bardzo przeżywaliśmy tą rozłąkę. Ale dzięki Łukaszowi jesteśmy w stałym kontakcie! I mamy wielką nadzieję, że spotkamy się jak najszybciej. Mimo że każdy z nas mieszkał gdzie indziej, że każdy był inny, starszy/młodszy to łączyło nas jedno WIARA! To ona nas tam zaprowadziła i to ona będzie towarzyszyła nam wszystkim w dalszym życiu. Pozdrawiam z całego serca cały II turnus, a ciebie, który właśnie to czytasz, zachęcam żebyś nie czekał tylko jak najprędzej zapisywał się na MŁODYCH NA MAXA!

Uczestniczka


Przed rekolekcjami, nawet w ich trakcie kiedy już jechałem na miejsce, myślałem, że ten czas nie będzie niczym nadzwyczajnym, że nic to nie zmieni w moim życiu. Kolejny wyjazd na który wydam pieniądze i tyle. Niby będą osoby, które będę mógł poznać, ale pewnie jak zwykle niby będą mili itd., a tak naprawdę jak wszystko się skończy zapomnimy o sobie i tyle.

Jednak już od momentu kiedy wszystko się zaczynało i spotkałem się pierwszy raz tam na miejscu z Wiolą, która wszystkich przytulała i witała nas z uśmiechem na twarzy poczułem po raz pierwszy, że to może być jednak coś innego, lepszego… Potem zaczęli zjeżdżać się inni i zaczęło się to całe ,,Cześć jestem tym i tym, stąd i stąd”. Pomyślałem sobie „Co ja tutaj robię??? Ci ludzie są dziwni, nie zrozumiemy się, i w ogóle to nie ma sensu…”. Lecz kiedy usłyszałem pierwsze świadectwa koordynatorów coś zaczęło się we mnie przemieniać. Drugiego dnia już trochę lepiej poznałem niektóre osoby i stwierdziłem, że to będzie TEN czas. Czekałem na jakieś BUM!!! Dowiedziałem się, że będzie spowiedź, taka inna, nie przy konfesjonale, ale taka szczera rozmowa z Bogiem poprzez księdza. Pomyślałem wtedy: to właśnie ten moment, pewnie zaraz coś wybuchnie, zacznę płakać albo jakoś inaczej się czuć. A tu nic. Po spowiedzi po prostu wróciłem do kaplicy i znowu się modliłem ze wszystkimi. Inni płakali, a ja nic. Jak głaz. Mówię ,,coś ze mną nie tak…”. Na szczęście przyszedł wieczór i Adoracja, i przytulenie do się do Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Wtedy byłem już pewien, że stanie się coś niesamowitego. Ale nie, znowu wszyscy płakali, śmiali się, a ja nic. Wręcz zamknąłem się w sobie, poczułem ogólny smutek, a nie radość z tego, że Pan był w moich rękach. Po tym wszystkim poczułem, że muszę sam uklęknąć w kaplicy, sam na sam z Jezusem w ciemności, i porozmawiać z Nim. Tak też zrobiłem. Udałem się do kaplicy i mówiłem po prostu jak do Przyjaciela, a właściwie to DO PRZYJACIELA. Ale nie mogłem być z Nim sam, cały czas ktoś przychodził i wydawało mi się, że mi przeszkadza… Podczas tej niezwykłej modlitwy chciałem płakać, całe moje ciało tego chciało, ale dusza nie pozwalała. Przyszedł następny dzień. Rano Bóg dał mi jedną rzecz o którą się modliłem, lecz wiem teraz, że tak naprawdę to nie było mi potrzebne. Ale mój Przyjaciel mnie wysłuchał i dał znak, i stwierdziłem, że to jest ten dzień :D. Tego dnia mieliśmy zawierzyć swoje życie Jezusowi przy wszystkich i stwierdzić, że On jest moim Królem i Panem. Wiedziałem, że muszę to zrobić, bo mi pomógł i pomaga zawsze. Po tym wyznaniu nastąpiła we mnie przemiana. Od momentu kiedy wypowiedziałem słowa: ,,Jezu chcę, żebyś był moim Panem” zaczęło się dziać 😀 😀 😀

Po tym jak wszyscy którzy chcieli oddali życie Panu Jezusowi wpadłem w niesamowity szał radości. Już w kaplicy zacząłem się śmiać i dosłownie zwijać się z radości, to było niesamowite i piękne. Kiedy wyszedłem z kaplicy spotkałem od razu grupę osób które się przytulały. Najpierw odszedłem na chwilę, ale poczułem, niemalże natychmiast, że też chcę i potrzebuję się przytulić do nich. I z nieśmiałej osoby nagle stałem się człowiekiem szczęśliwym i chcącym dzielić się tym szczęściem z innymi. Co chwilę się przytulaliśmy, wszyscy do wszystkich, to było świetne. Wieczorem przyszedł czas na wylanie Ducha Świętego. Znowu większość osób płakało, jednak ja po tym jak usłyszałem w Słowie Bożym od obcych osób prawdę o moim życiu zacząłem się cieszyć tak jak wcześniej. Na koniec dnia, podczas krótkiej dyskoteki, pierwszy raz w życiu naprawdę z radością zacząłem tańczyć. Czułem, że Pan jest przy mnie! Ostatniego dnia był już punkt kulminacyjny całych rekolekcji i przemian dusz – mojej i nas wszystkich. Wszyscy czuliśmy się tak jakbyśmy znali się od zawsze, każdy przytulał się do każdego i cieszył się z czasu spędzonego razem, a smucił z tego, że się już rozstajemy, przynajmniej tak fizycznie, bo nasze uczucia i serca zawsze zostaną ze sobą. Ja, który miałem w sobie niezwykle wielki lęk przed wylewaniem uczuć poprzez przytulanie i jakikolwiek dotyk innych osób, tuliłem się dosłownie do wszystkich. Po prostu Pan mnie uzdrowił.

Teraz głęboko wierzę w to, że Bóg pomoże mi w tym wszystkim co Mu ofiarowałem podczas całych rekolekcji i do końca uzdrowi mnie z mojej największej słabości.

CHWAŁA PANU!

Uczestnik


Na te rekolekcje jechałam z myślą poznania nowych osób, przeżycia nieznanej mi dotychczas przygody. W piątek moje nastawienie nabrało nowego kierunku. Bardzo poruszyły mnie opowieści każdego z animatorów, podziwiam ich wytrwałość. Modlitwa w kaplicy dała mi wiele do myślenia, skłoniła do najszczerszej spowiedzi jaką przeżyłam w swoim życiu. Ogromnym doznaniem było przytulenie Jezusa, poczułam wtedy nagły przypływ ciepła i Jego obecność. Kolejną rzeczą było wylanie Ducha Świętego, które bardzo przeżyłam. Mówiono mi całą prawdę o mnie, mimo iż te osoby mnie nie znały. Jednak największym doświadczeniem stało się oddanie życia Panu Bogu. W tym momencie moje serce zaczęło strasznie bić, wiedziałam, że muszę to zrobić. Poznałam wiele wspaniałych osób, nawiązałam nowe przyjaźnie, wylałam ogrom łez, po czym wpadałam w śmiech, poczułam bliskość i miłość Jezusa. Za co Chwała Panu! Atmosfera jaka tam panowała była czymś wspaniałym, każdy się do siebie przytulał, śpiewaliśmy i tańczyliśmy. Wróciłam do domu z innym nastawieniem i postrzeganiem wielu spraw oraz wiary. Mam nadzieję, że moje życie już do końca będzie przepełnione obecnością Tatusia.

Uczestniczka


Nigdy nie lubiłam dużo mówić, a wolałam pisać. Dlatego gdy mam kartkę i długopis łatwiej mi ubrać swoje myśli w słowa.

Bałam się przyjechać na Rekolekcje. Byłam przyzwyczajona do tego, że ludzie od razu mnie oceniają. Myślałam, że tu też tak będzie. Pomyliłam się. Na pierwszym spotkaniu byłam przerażona, ale już 2 godziny później wiedziałam, że mogę podejść do kogokolwiek i przytulić się. Nigdy nie spotkałam lepszych ludzi: wspaniałych przyjaciół, niesamowitych animatorów. Nie spodziewałam się, że we mnie zajdzie taka zmiana. Byłam nieśmiałą, przerażoną dziewczyną, a teraz? Jest totalnie na odwrót. Już nie boję się ludzi, samotności, bo wiem, że Jezus jest przy mnie i jest moim Przyjacielem. Bo jak ludzie zawiodą to w Nim znajdę wsparcie.

Do końca życia będę pamiętała te 4 dni, które odmieniły moje życie.

Basia


Jechać czy nie jechać? Wszystkimi targają wątpliwości. W przeddzień wyjazdu też się wahałam. Ale teraz, gdy jestem już po, mogę powiedzieć bez wahania, że za nic nie zamieniłabym tego czasu! Też się wahasz? Spróbuj i wskakuj w samochód! Nie pożałujesz. Liczę, że się spotkamy, bo na pewno tu wrócę i będę szukać właśnie Ciebie! Będę czekała na każdego z Was!!!

~Ola z Rawy


Kiedy siedzieliśmy w kółeczku i każdy opowiadał swoje świadectwo ja opisałam z emocji tylko jakąś 1/1000000000 tego co czułam. Nigdy nie przypuszczałam, że rekolekcje mogą być tak cudowne i przemieniające. Myślałam, że to tylko tańce, śpiewy i trochę rozmowy. Tak, myliłam się bardzo. Od początku bardzo chciałam tutaj przyjechać i zobaczyć jak jest naprawdę. I przyjechałam. To zdecydowanie najlepsza decyzja w moim życiu. Te rekolekcje c a ł k o w i c i e odmieniły moje życie.

Z początku nie mogłam uwierzyć, bo jak to? Jak Bóg może kochać mnie tak mocno, bezgranicznie, że nawet nie potrafię sięgnąć tak myślą? Z tyloma wadami? Myślę, że wcześniej nie byłam ani ciepła, ani gorąca. Teraz wiem, czuję i wierzę że Bóg mocno mnie kocha. Czuję tę siłę w sobie, to ciepło, radość i przytulenie Ojca. Kiedy przytulałam Jezusa do serca poczułam się najlepiej. Czułam się kochana, jakieś niezwykłe uczucie tak wypełniło moje serce, że myślałam, że z miłości pęknie. Spotkałam tylu cudownych, otwartych i ciepłych osób. Nie chcę zrywać z nimi kontaktu, nigdy. Zakochałam się w każdym, kocham ich!

Kasia


Pierwszy dzień, szok: „co za ludzie? Jak mogą tak się miłować w Panu Jezusie. Pomazańcy Boży”. Te rekolekcje nauczyły mnie miłować Pana naszego Jezusa. I ta piękna odnowa w Duchu Świętym. Coś niesamowitego. Te rekolekcje nauczyły mnie jak kochać Boga i drugiego człowieka. Naprawdę zachęcam każdego do tworzenia wspólnot i bycia z Bogiem, dzielenia się z tą miłością z drugim człowiekiem. Wspólnota to jest jak jedna wielka rodzina Boża. Teraz będę dziękował Bogu codziennie za to, że posłał mnie na takie rekolekcje. Dziękuję!

Darek lat 19